Życie w filmowo-serialowej rzeczywistości

Cześć wam wszystkim

Długo mnie nie było, ponieważ sporo działo się w moim życiu, ale postaram się poprawić.

Dzisiaj zapraszam was w serialowo-filmową podróż po Polsce. Nie będziemy co prawda rozmawiać o miejscach w których były kręcone jakieś filmy czy seriale, ale zajrzymy do naszych ulubionych postaci i sprawdzimy co tam wymyślili scenarzyści, by fabuła nie była za nudna. Wyruszymy w podróż do Warszawy, by zobaczyć jak trudne jest życie. Zobaczymy jak łatwo zmienić pracę i partnera oraz jak prosto, szybko i tanio założyć własny biznes. Sprawdzimy, czy policjanci z pewnego pięknego miasteczka powinni jeszcze tam pracować, a na koniec wybierzemy się do niewielkiej wsi pod Radzyniem, by poznać jakie są realia polskiej wsi i spytać “co tam u Pana w państwie Panie prezydencie?”

Ten artykuł ma charakter humorystyczny i proszę go traktować z lekkim przymrużeniem oka. Nie mam nic do osób, które lubią takie seriale czy filmy. Sama oglądam niektóre, ale mam wrażenie, że scenarzyści czasem zbyt mocno popłynęli.

A więc zaczynamy naszą podróż.

Najpierw zajrzymy do Warszawy, a dzieje się tutaj dużo. Warszawa to w końcu ulubione miejsce filmowców. Wiadomo, stolica, duże miasto, przeszklone wieżowce, perspektywy. A jak to wygląda w filmach czy serialach? Jest wszystko to, co wymieniłam przed chwilą, ale to raczej nie jest duże miasto. Bohaterowie, szczególnie w komediach romantycznych spotykają się praktycznie na każdym kroku. Nieważne, czy oboje mieszkają na innych końcach Warszawy. Oni chodzą do tych samych sklepów, kawiarni, cały czas się mijają. Nie wiem, jak wy macie, ale ja mieszkam w mieście mniejszym od Stolicy i rzadko spotykam swoich znajomych, więc jak to jest z tą Warszawą? Ewentualnie, że bohaterowie się śledzą i dlatego ciągle się spotykają, ale to chyba już trochę straszne...

Co do perspektyw, to okazuje się, że w Warszawie bardzo łatwo założyć własną działalność, przede wszystkim tanio. Idealnym przykładem tego jest film z zeszłego roku “Jak poślubić milionera”. Historia opowiada o biednej dziewczynie, która chce zmienić swoje życie. Stara się poślubić milionera, ale w między czasie zakochuje się w byłym piłkarzu. Dla nas ważne jest w tym momencie to, co dzieje się na końcu filmu. Mianowicie nasza biedna bohaterka postanawia otworzyć cukiernie. Skąd ma pieniądze? Jej przyjaciółka sprzedaje multiple... serio?

Kariera to w ogóle ciekawy temat, jeśli chodzi o polskie filmy i seriale. Okazuje się, że bardzo łatwo zmienić pracę. Igor z serialu “Na wspólnej” bez problemu z masażysty stał się dziennikarzem sportowym tropiącym głośne afery, a bohaterki “Przyjaciółek”? Tutaj to już w ogóle życie jest proste. Jednego dnia możesz być bezrobotną gospodynią domową, a następnego pracować w kancelarii prawniczej. Jak Ci się znudzi - możesz być stewardesą. Kto Ci zabroni? To przecież Warszawa! Miasto wielu możliwość. Tutaj nawet z miłością nie ma problemów. Co miesiąc nowy chłopak? Czemu nie. Tutaj jest to na porządku dziennym. Jednakże trzeba pamiętać o jednym - nie możecie rozmawiać o problemach. Nie ukrywajmy, że w większości komedii romantycznych, gdy pojawia się jakiś kłopot lub jakieś niejasności nikt nie zawraca sobie głowy rozmową, próbą jego rozwiązania, czy choćby, no nie wiem, wyjaśnieniem sytuacji. Po co to komu? Niedopowiedzenia chyba dobrze działają na związek, bo potem te wszystkie filmy mają szczęśliwe zakończenia.

Warszawa to też miasto pięknych mieszkań, bogatych willi, przystojnych panów i pięknych kobiet. Nieważne, ile zarabiasz, zawsze stać Cię na luksusowe mieszkanie w nowoczesnym wystroju i do tego dobry samochód. Zawsze jesteś piękny, młody i bogaty, a do szczęścia zazwyczaj brakuje Ci tylko miłości. No tak, niby masz wszystko, ale jednocześnie nie masz nic. Co ciekawe szczególnie tyczy się to kobiet. Feministki by się nie odnalazły w tym filmowym świecie, bo bardzo mało tutaj jest niezależnych kobiet. Możesz robić karierę, być inteligentna i bogata, ale zawsze będziesz potrzebować do szczęścia mężczyzny. Zazwyczaj bogatego playboya, który przy Twoim łagodnym i spokojnym charakterze zrozumie, że to ty jesteś dla niego stworzona i to dzięki tobie się zmieni (schemat znany między innymi z “Nie kłam kochanie”, “Tylko mnie kochaj” czy “Planecie singli”). Dodatkowo, jak pokazuje np. “Kogel Mogel 3, czyli Misz masz” daruj sobie lepiej golfy i okulary, bo wtedy będziesz dziwna i brzydka. To jest chyba najgorsze jak te filmy pokazują nieatrakcyjną kobietę. Wystarczy, że się brzydko ubierze. Na szczęście brzydkich ludzi jest w tym świecie mało, bo jak już wspomniałam wszyscy są tu piękni, młodzi i bogaci. Posłowie konfederacji byliby zadowoleni, w końcu jakiś czas temu chcieli takiej poprawki. Może obejrzeli za dużo naszych komedii romantycznych.

No dobrze, skoro już wiemy, jak to jest żyć w Warszawie to teraz sprawdźmy, jak to jest być policjantem w Sandomierzu. Pięknym mieście, które miałam przyjemność odwiedzić w tym roku. Nie da się jednak ukryć, że mieszkając w Sandomierzu pokazanym w serialu “Ojciec Mateusz” na pewno nie poszłabym po ciemku do sklepu, zresztą za dnia też raczej nie. Mniejsza z tym, przecież Wrocław, Łódź czy Warszawa też nie są bezpieczne, że nie wspomnę o jednej szkole w Krakowie, ale zastanówmy się czy przypadkiem sympatyczni policjanci z Sandomierza już dawno nie powinni stracić pracy albo chociaż dostać nagany? Niewinne rozmowy z księdzem proboszczem skrywają drugie dno i normalnie zaważyły by na karierze. W końcu mowa tu o tajemnicach śledztwa, których z tego, co wiem nie powinno się omawiać przy szachach. No, ale wiadomo, potem ksiądz pomaga im łapać tych wszystkich przestępców. Swoją drogą, co się działo w Sandomierzu zanim pojawił się tam ksiądz Mateusz? Strach pomyśleć. Podobnie jak o tym, co się stało z niektórymi postaciami w trakcie tych 23 sezonów. Zacznijmy od policjantów. W Sandomierzu pracuje ich wielu, lecz my poznajemy tylko kilku. Są to: młodszy inspektor Orest Możejko, aspirant sztabowy Mieczysław Nocul, starszy sierżant Przemysław Gibalski oraz Jędrzej Paruzel i sierżant Marian Marczak. Z czasem do ekipy dołącza dwóch innych funkcjonariuszy - aspirant sztabowy Ewa Kobylicka i aspirant Antoni Dziubak. W początkowych sezonach wszyscy prócz Oresta radzili sobie kiepsko. Nocul bez ojca Mateusza nie potrafił trafić na żaden ślad, a inteligencja i rozgarnięcie reszty policjantów była przyczyną śmiechu. Czasem i może nawet żenady. Po pewnym czasie jednak wiele rzeczy się zmieniło. Każdy z nich pokazał się z tej dobrej strony. Udowodnił, że potrafi być dobrym policjantem. Nocul z Gibalskim doczekali się nawet awansu. Chociaż ostatnio serial idzie w dość dziwną stronę. Skupia się tylko na czwórce policjantów, którzy są kompetentni. Są to oczywiście Możejko i Nocul oraz dwóch w miarę świeżych policjantów, przy czym ten ostatni jest moim zdaniem przemądrzały i taki nijaki. Reszta oprócz tego, że są zepchnięci na margines, to jeszcze jakby ubyło im kompetencji i inteligencji, a przecież zarówno Gibalski jak i Paruzel czy Maczak który otrzymał nawet medal za odwagę, dosyć dobrze sobie radzili ze śledztwami. Teraz sprowadzeni są jedynie do roli śmieszków, a przynajmniej ja mam takie wrażenie.

Fajnie jak postacie się rozwijają, ale tutaj zadziało się coś bardzo dziwnego. Podobnie jak z demencją babci Lucyny, która nagle zniknęła i teraz aktywnie działa w Sandomierzu. Nawet próbowała robić prawo jazdy, chociaż jeszcze na początku serialu nie odróżniała ludzi i zapominała o swoim wnuku. Dobrze, że zarówno pani Lucyna jak i scenarzyści o nim pamiętają i pojawia się o nim wzmianka raz na jakiś czas, przez co Maciej Musiał ma szansę pojawić się w serialu. Jest to, co prawda, rzadkie, ponieważ zazwyczaj, gdy jakaś postać wyjeżdża to wszyscy o niej zapominają. Pamiętaliście o tym, że jedna z rodzin w “Na wspólnej” miała córkę, która wyjechała za granice, a w “Ojcu Mateuszu” był organista o imieniu Piotr? Scenarzyści zapominają, jak widać o wielu rzeczach. Jak na przykład to, że w “Ojcu Mateuszu” Natalia nie potrafiła gotować, nikt nie chciał jeść jej dań, a wnuk pani Lucyny oraz przyjaciel księdza, Pluskwa często żartowali sobie z braku talentu gospodyni. Mimo to, teraz Natalia gotuje świetne obiady i staje się w pewnym momencie sławna przez to, że pisze do miejskiej gazety. Co za talent i to tak właściwie nie wiadomo skąd. Brawo.

Na koniec zapraszam Was do Wilkowyj - wsi ludzi sukcesu, w której mają nawet prezydenta Polski. Miejsca, w którym czas działa w jakiś dziwny sposób.

Już któryś raz z kolei oglądając „Ranczo”, zauważyłam wiele bzdur i niejasności, ale chyba najbardziej interesuje mnie to, co stało się z czasem w pewnym momencie serialu.

W piątym sezonie poznajemy Kingę, siostrzenice pierwszej żony Kusego. Kinga jest zbuntowaną nastolatką, starającą się ukończyć gimnazjum, co jej się ostatecznie udaje. Jednakże w piątym sezonie Kinga jest w ostatniej klasie gimnazjum, a już bodajże dwa sezony później studiuje prawo, w między czasie Klaudia, córka byłego wójta dalej studiuje. Obecny wójt, czyli Lucy, główna bohaterka nadal jest wójtem, a po drodze nie było żadnych wyborów ( warto nadmienić, że piąty sezon rozpoczyna się w momencie gdy Lucy jest już dwa lata wójtem). Serialowe dzieci też nie wyglądają jakby minęły już te cztery lata. Co tu się dzieje? Scenarzyści zapomnieli o problemach Kingi, czy może była ona wybitna we wszystkim i z pomocą swoich opiekunów jakoś zaliczyła na szybko te wszystkie klasy. Tego pewnie nie dowiemy się nigdy.

Pamiętacie jak łatwo jest założyć biznes w warszawie? Mieszkańcy Wilkowyj są zdecydowanie lepsi. Co tam założenie cukierni. Przed wami przepis na to by pół Waszej wsi lub osiedla weszło do sejmu. Przedstawia Paweł Kozioł i Czerepch z Polskiej Partii Uczciwości. Wszystko zaczyna się, gdy w piątym sezonie były wójt postanawia startować na senatora. Oczywiście wybory udaje mu się wygrać i właściwie jego kariera polityczna od tego momentu idzie już tylko do góry. Zakłada wraz z Czerepachem partię, która od razu ma wysokie notowania. Warto wspomnieć że prócz miejscowego doktora, farmaceuty, dyrektorki, właściciela firmy budowlanej i jakiegoś faceta z rodziny doktora, który pracuje w prokuraturze, reszta członków partii to miejscowi pijacy bez wykształcenia. Mimo to udaje im się dostać do sejmu i osiągnąć same sukcesy, aż w końcu nikomu nieznana partia opierająca się na dwójce ludzi staje się jedną z ważniejszych sił w sejmie. Oj, coś czuje, że konsultacje zawiodły. Pomijając fakt, że partia osiąga same sukcesy i w pewnym momencie można pomyśleć, że Kozioł zebrał wszystkie kamienie nieskończoności i niczym Thanos za pstryknięciem palca robi wszystko co chce. Łącznie z tym, że wygrywa wybory prezydenckie. Pozostaje jedno podstawowe pytanie, skąd oni mają pieniądze na kampanie? Okej, Kozioł jest bogaty, ale chyba nie aż tak? No nic. Jak ktoś wie jak to jest zrobione i jak to działa, to proszę o kontakt. „Ranczo” pokazuje, że z polityki można mieć całkiem niezłe pieniądze i to nie jest wcale takie trudne do zrobienia. 

Zostawmy jednak politykę i chodźmy zobaczyć, co tam słychać u rywalki Kozioła, czyli Lucy Wilskiej. Oczywiście poza tym, że mieszka z geniuszem. Tutaj dzieje się nie najlepiej. W całej wsi Lucy uważana jest za złotego człowieka, osobę pozbawioną wad. A jak jest w rzeczywistości? Czy patrząc na to, co dzieje się w domu Lucy można powiedzieć, że jest ona żoną idealną? Chyba nie bardzo. Po tym jak Lucy zostaje wójtem jej mąż, artysta i malarz musi zająć się domem i dzieckiem, przez co nie ma czasu, by malować. Gdy jednak pracę Kusego zostają docenione i do Wilkowyj przyjeżdża agentka Monika, zafascynowana twórczością malarza (swoją drogą jedyna negatywna żeńska postać w serialu), Lucy jest zazdrosna i zła, bo nagle to ona musi zająć się dzieckiem. Ja naprawdę rozumiem, że można być zazdrosnym, ale trochę nie rozumiem Lucy, która z jednej strony chce by jej mąż malował, a z drugiej, żeby zajmował się wszystkimi sprawami domowymi. Mamy nawet scenę, gdzie ona ma do niego pretensje, ponieważ Kusy nie poszedł po dziecko do przedszkola i nie zrobił zakupów. Dla jasności Lucy wracała wtedy z pracy, więc czy nie byłoby prościej zrobić podziału obowiązków i ustalić np. że Lucy będzie odbierać dziecko i robić zakupy, skoro i tak wraca do domu? A to co Lucy robi na koniec przedostatniego sezonu to już chyba ostateczne potwierdzenie, że nie jest ona najlepszą żoną. Gdy nasza pani wójt kończy kadencje dostaje propozycje pracy w Ameryce. Co robi nasza bohaterka? Decyduje, że zabierze córkę i wyjedzie. O swojej decyzji informuje męża w czasie wiejskiej imprezy. Mało tego Lucy jest zazdrosna, gdy po wyjeździe, on do kogokolwiek chodzi. Wścieka się, gdy słyszy, że dostał zaproszenie do dwóch rodzin na obiad i kolację. Czy zatem dalej jest to dobra i nieskazitelna bohaterka? Moim zdaniem nie. Ale generalnie serial ma problem z bohaterami. Czasem odnoszę wrażenie, że próbuje być bardzo feministyczny i pokazywać tylko jedną dobrą stronę. Bowiem jak się przyjrzeć dokładnie tym wszystkim sezonom, zauważymy, że wszystkie postacie pozytywne to ludzie, którzy chodzą do kościoła albo chociaż znają pismo święte i są mądrzy jak Kinga. Po drugiej strony barykady mamy ateistów, którzy mają gdzieś kościół, a każda ręka podniesiona na wroga kościoła wydaje się być słuszna. Jak na przykład wtedy, gdy ksiądz proboszcz uderzył prokuratora lub gdy kobiety we wsi zorganizowały nielegalny strajk po tym jak Czerepach chciał usunąć krzyże. Temat tego, jak przedstawione jest społeczeństwo w Ranczu to jednak dłuższa sprawa i na pewno kiedyś o tym napiszę, ponieważ patrząc na dzisiejsze czasy ten serial ma kilka, jak nie więcej, krzywdzących stereotypów.

Czas na moje obserwacje, czyli jak wygląda życie w serialach.

Przede wszystkim zauważyłam, że życie w tym serialu nie może być nudne, tutaj co chwila musi się coś dziać. A to zdradza nas partner, wplątujemy się w jakąś aferę i nasze życie jest zagrożone, potem może jakiś rak. Na koniec kłopoty w pracy i tak w kółko. Dzieci w naszych produkcjach są zazwyczaj mądre, modnie się ubierają, są lubiane. Zazwyczaj też główni bohaterowie są idealni i nie mają żadnej złej cechy. Śniadania wszyscy jedzą razem, pracują w super biurowcach, a dzieci mają dobre oceny. Wszyscy oczywiście mieszkają w pięknych nowoczesnych mieszkaniach, które zawsze lśnią czystością. Doba w serialach trwa dłużej, niż nasza, bohaterowie mogą w czasie pracy wychodzić na kawę czy jechać gdzieś z przyjaciółmi.

Takich rzeczy jest wiele. To są jednak te które chyba najbardziej rażą w oczy (przynajmniej mnie).

A co was denerwuje w naszych produkcjach? Jakie absurdy lub niejasności i nielogiczne sytuacje zostały Wam w pamięci? Piszcie a kto wie może powstanie druga część...

 ~ Iron Magda

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

After czyli co ja obejrzałam?

Jak czarodzieje traktują inne rasy magiczne?

Marnie. Przyjaciółka ze snów, ale emocje na jawie